Krzesełko Baby Snug Mamas&Papas

Był taki czas, kiedy nasza 4-miesięczna córka odkryła, że świat widziany z pozycji poziomej nie jest już atrakcyjny. Wtedy to też powoli zaczęłyśmy się rozstawać z gondolą – to rozwiązało problem spacerowych awantur, rozpoczął się piękny okres kiedy mogłyśmy wyjść z domu (tzn. jedna z nas) niekoniecznie ululane. A z resztą, co ja wam tu będę, niech Młoda sama opowie jak to było. Przytoczę Wam fragment pamiętnika mojej córki:

Uwielbiam robić mamie obciach na ulicy. Ale ostatnio mama coś zrobiła z wózkiem i mogę oglądać drzewka, samochody i inne dzieci  – to nawet ciekawe, i jakoś tak zapominam o wydzieraniu się na ulicy! W domu też fajnie byłoby posiedzieć – całkiem wygodnie jest jak mama nosi mnie na rękach, w chuście lub w tuli. Tylko czasem mówi, że nie ma siły i że muszę sama trochę poturlać się po podłodze żeby zacząć raczkować czy coś takiego. Myślę, że po prostu jest wredna i niedobra. Ale ja już całkiem dobrze trzymam głowę i czasem chciałabym się gdzieś wyrwać od tej całej maty! No, to ja jej jeszcze pokażę!

Sami widzicie, ciężka sprawa dogodzić! I leżaczek – bujaczek wcale nie rozwiązywał problemu (nie wiem, jakoś nigdy nie przepadała za modelem który wybraliśmy). Zaczęło się obkładanie kiwającego się dziecka wszelkiego rodzaju poduszkami, ale to rozwiązanie niestety ograniczało się na sypialnię i salon, wymagało 100% mojej uwagi i tym sposobem zrobienie czegokolwiek musiało być odłożone w czasie na święte nigdy- nigdy (do następnej drzemki). Pewnego dnia, podczas obowiązkowego, codziennego buszowania po Limango, natknęłam się na kampanię Mamas&Papas, a tam na 2-etapowe krzesełko Baby Snug. Wydawało mi się, że znalazłam siedzisko idealne dla nas i po kilku podejściach zdecydowałam się je kupić. Czego oczekiwałam?

  1. Miało być łatwe w transporcie, zarówno w mieszkaniu, jak i przy okazji wycieczki do dziadków – serdecznie dość miałam rozkładania i składania leżaczka przy okazji każdego wyjazdu.
  2. Miało pozwolić samodzielnie siedzieć 4-miesięcznemu maluchowi, który bardzo upodobał sobie tą nową pozycję.
  3. Miało nadawać się w przyszłości do karmienia oraz zabawy.
Czy to dostałam, zaraz się przekonacie:

Baby Snug, nie da się ukryć przypomina trochę nocnik – prawda, że to wspaniały początek recenzji? Samo siedzisko składa się z dwóch części: białej bazy która nadaje się dla starszych dzieci (producent podaje, że od 12m-ca w górę) oraz kolorowej wkładki która przystosowuje krzesełko do użytkowania przez najmłodszych (możliwe warianty kolorystyczne: fioletowy, czerwony, różowy, turkusowy, zielony, szary). Maluch otrzymuje bardzo bezpieczne i wygodne gniazdko, które idealnie nadaje się do trenowania siedzenia – jedynym warunkiem użytkowania jest samodzielne trzymanie główki także nadaje się dla dzieci już od trzeciego/ czwartego miesiąca życia. Dziecko ma podparcie praktycznie z każdej strony, ale też ma na tyle dużo luzu po bokach, że swobodnie może się obracać i ćwiczyć siedzenie – tyle, że bez ryzyka upadku.

Byby Snug, baza fotelika, wersja 12 m-cy +
Mój asystent testuje fotelik w wersji dla starszych maluchów
Baby Snug z kolorową wkładką, wersja dla najmłodszych dzieci trzymających samodzielnie główkę.
Mój asystent tym razem udaje 4-ro miesięczne dziecko.

Do siedziska w łatwy sposób mocujemy trzeci element zestawu – tackę. Montuje się ją w trzech punktach, uniemożliwiając dziecku w ten sposób samodzielne opuszczenie krzesełka. To dosyć istotne zabezpieczenie, bo Młodej po kilku tygodniach udało się popisowo wysiąść – na szczęście bez efektownego łubudubu, bo wklinowała się miedzy ścianę i fotelik. Tacka doskonale sprawdzi się przy karmieniu. Całość jest bardzo łatwa w utrzymaniu czystości, nie ma zakamarków z których ciężko by było wyciągnąć rozgniecioną marchewkę. Tak na prawdę wystarczy szybki prysznic aby doprowadzić fotelik z powrotem do stanu używalności. Myślę też (choć nie sprawdzałam), że to dobre rozwiązanie dla rodziców planujących wprowadzić BLW, ponieważ im niżej posadzone mamy dziecko, tym ma mniejszy rozrzut treści pokarmowych.

Dodatkowo do krzesełka można zakupić jeszcze nakładkę z zabawkami, którą za pomocą przyssawek szybko przymocujecie do tacki. Zabawki są mądrze dobrane, pobudzają wiele zmysłów, oddziałują zarówno na wzrok (różnorodne kolory, wykorzystanie kontrastowych barw), słuch (piszczenie, grzechotanie, dzwoneczek) jak i dotyk (wiele różnych faktur). Można je zamieniać miejscami, wedle upodobania dziecka. Mechanizm mocujący zabawkową nakładkę niestety kiepsko się sprawdza – córce wielokrotnie udało się samodzielnie rozmontować elementy. Przetarcie powierzchni wilgotną szmatką trochę wzmacnia połączenie. Niemniej jednak wielokrotnie zdarzyło się tak, że podczas przenoszenia krzesełka po dłuższym czasie nie używania, po podniesieniu za element separujący nóżki dziecka (taki sposób sugeruje producent), tacka z hukiem lądowała na ziemi.

Cały mebelek jest bardzo lekki (1,7 kg) ale stabilny. Tak jak transport z tacką, który opisałam w poprzednim akapicie, jest dosyć wygodny, ale czasem gdy chce przenieść samo krzesełko brakuje mi jakiegoś dobrego uchwytu – wszystkie elementy są gładkie, obłe i niestety przy chwycie nie ma już takiej pewności.  I wcale nie myślę tu o dwóch uchwytach po bokach, które ułatwiłyby przenoszenie fotelika wraz z dzieckiem – moim zdaniem takie rozwiązanie byłoby zbyt niebezpieczne.  Od razu sprostuję jeszcze, że myśląc o transporcie fotelika mam na myśli sytuację w której jedną ręką trzymam dziecko. Dwie wolne ręce to jakaś rozpusta! Producent w instrukcji oczywiście zabrania stawiania krzesełka na wysokości, i to jest wersja oficjalna.

Podsumowując wszytko i konfrontując krzesełko Baby Snug z moimi oczekiwaniami : znalazłam ładne i wygodne siedzisko które z łatwością mogę przewieźć do dziadków, byłoby fajniej gdyby posiadało uchwyt do przenoszenia. Młoda dosyć szybko zaczęła siedzieć samodzielnie – trudno mi ocenić jaką zasługę w tym miało krzesełko. Nie liczcie jednak na to, że Wasi najmłodsi będą przesiadywać w foteliku godzinami. Mojemu dziecku po kilkunastu, kilkudziesięciu minutach zwyczajnie się nudziło, ale ten czas wystarczał spokojnie na szybką kawę, wizytę w toalecie, czy – o rozpusto! – zrobienie śniadania. Próby karmienia łyżeczką wypadły pomyślnie, na samodzielne jedzenia przyjdzie jeszcze czas. Na tacce zarówno sprawdza się nakładka zaproponowana przez producenta, jak i inne zabawki (choć te dość szybko oczywiście lądują na podłodze). Mocna czwóreczka.

Plusy: za wygląd, dobrze dobrane zabawki, łatwość w utrzymaniu czystości.
Minusy: słabe mocowanie nakładki z zabawkami, cena bez promocji nie jest zachęcająca, brak wygodnego uchwytu do przenoszenia.

Wymiary: ok. 25x25x43 cm

Cena krzesełka: 289 zł
Cena nakładki z zabawkami: 79 zł
Cena za zestaw: 359 zł (udało mi się kupić podczas kampanii M&P na Limango za 224 zł)