Razem offline

Uwaga, będę się publicznie oburzać. Restauracyjne afery cieszą się ostatnio popularnością więc i ja dorzucę swoje trzy grosze.

Zdjęcie należy do Martina

Ot dziś, z okazji soboty i przy okazji wycieczki po pieluchy wybraliśmy się naszą wesołą rodzinką na obiad. Wiem, wiem, to bardzo kontrowersyjne ładować się z wózkiem, piszczącym dzieckiem do restauracji, ale my tak robimy i już. Stolik obok nas zajęła rodzinka w składzie identyczna jak nasza, tylko że za jakieś  4-5 lat, bo na tyle wyceniam wiek ich córeczki. Podając Młodej po raz setny zabawkę, którą jakimś cudem znów udało mi się złapać w locie, dostrzegam kątem oka u naszych sąsiadów taki obrazek: ojciec gapiący się w smartfon, mama gapiąca się w smartfon i smutne dziecko, smutno machające nogami i ze smutnie spuszczoną głową. No, a że ja ostatnio na smutek dziecięcy wrażliwa jestem, więc się wewnętrznie oburzyłam, a teraz to tu wylewam.

Po kilku chwilach słyszę (serio nie podsłuchiwałam specjalnie, ale nasze stoliki stały na prawdę blisko, jakieś 50 centymetrów od siebie, więc chcąc nie chcąc słyszałam) jak córka prosi tatę, żeby dał je też telefon. Ojciec – nie odrywając wzroku od ekranu – tłumaczy jej, że go nie wziął (pewnie chodziło o drugi aparat). Dziewczynka walczy nadal – chce pograć, bo jej się nudzi. Do rozmowy wtrąca się znad swojego telefonu mama, wygaszając taką to mądrość: jak byliśmy w twoim wieku, to nie mieliśmy telefonów i sami musieliśmy sobie wymyślać zabawy! Po tych słowach wraca spokojnie do swojego zajęcia: nadal patrzy się w telefon, i coś notuje w małym zeszycie – mogłaby wyrwać jedną kartkę i dać Młodej, żeby coś pomalowała- nie? No to we mnie się już gotuje (oczywiście wewnętrznie tak), a z drugiej strony się zastanawiam jak często sama sprawdzam tablicę na fb, instagram, feedly, maila. No i bum! Już jestem zła na siebie!

Oczywiście budzi się we mnie mocne postanowienie poprawy, i z przerażeniem myślę o tym jak zatracamy się w wirtualnym życiu. Z wyrzutem wspominam ostatnie spotkanie ze znajomymi podczas którego stanowczo zbyt długo zainteresowana byłam zrobienie i opublikowanie fotki na Insta. Wychodząc z Młodą do restauracji (na szczęście!) nie możemy sobie pozwolić na lampienie się w telefony. Zbyt bardzo zajęci jesteśmy łapaniem latających zabawek, wycieraniem mokrej brody, chronieniem naczyń przed zrzuceniem. Za jakiś czas, tych obowiązków nam ubędzie i mam szczere postanowienie, że mimo to, każde rodzinne wyjście będziemy spędzać razem, offline. Zdjęcie – owszem, na pamiątkę. Ale jak zdecyduję się nim podzielić, to nikomu nie ubędzie jak opublikuję je chwilę później. A parafrazując słowa matki pięciolatki: jak byliśmy w Twoim wieku, to nasi rodzice nie gapili się ciągle w telefony, tylko z nami rozmawiali! I tak problem nie zabrania drugiego telefonu został rozwiązany.