Dzień Myśli Braterskiej

Dziś na całym świecie, w szkołach i świetlicach, na zbiórkach w terenie, na biwakach, rajdach, przy ogniu gromadzą się harcerze, skauci. Jest to dla nich wyjątkowy dzień, to święto przyjaźni która ich łączy i pozwala im przeżyć najpiękniejszą przygodę życia. Od dawna nie miałam okazji brać udziału w takiej świątecznej zbiórce, ale gdy zbliża się 22 lutego, na Facebooku mnóstwo znajomych zmienia swoje zdjęcie profilowe, na takie w mundurze. Wspaniałe jest to, że w wielu przypadkach mogę rozpoznać kiedy ono zostało zrobione. Ta cudowna akcja wprowadza mnie w bardzo wspominkowo-harcerski nastrój. Sama przeczesuję dysk w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego a w głowie rusza kalejdoskop wspomnień, galopują wypowiedziane słowa. Już kilka dni przed Dniem Myśli Braterskiej chodzę i nucę piosenki, które zazwyczaj śpiewałam przy ognisku. Palce układają się w chwyty na niewidzialnym gryfie gitary. Czuję zapach lasu, ognia, i namiotu który wreszcie po roku leżenia w magazynie na coś się przyda, osłoni przed deszczem, a w nocy zgromadzi pod masztem piękne dziecięce i młodzieńcze sny.

DSCF0182

“U korzeni” czyli kamień upamiętniajacy pierwszy scautowy obóz na wyspie Brownsea. Dzień Myśli Braterskiej świętujemy w rocznicę urodzin założyciela scoutingu – Roberta Bade-Powella i jego żony Olave.

ZHP to ponad 10 lat z mojego życia. Do dziś pamiętam gdzie w szkole wisiał plakat zachęcający do przyjścia na pierwszą zbiórkę, pierwszą piosenkę której się nauczyłam, pierwszą noc na biwaku, i to jak z emocji nie mogłam usnąć. Pamiętam jak serce mi trzepotało podczas składania przyrzeczenia gdy otrzymałam mój harcerski krzyż. Nikt nie był tak dumny jak ja paradująca w kolorowej chuście, gdy zasłużyłam na to by otrzymać barwy drużyny. Nie było nic ważniejszego niż sobotnia zbiórka i  spotkanie z przyjaciółmi (mimo, iż widywałam ich na co dzień w szkole). Kochałam ruszać w nieznane, i wracać z plecakiem pełnym pięknych wspomnień. Z każdym przemierzonym rajdowym kilometrem, mimo bąbli od butów i tych od komarów, wkręcałam się coraz bardziej, i nie wyobrażałam sobie życia bez ZHP. Oczywiście mój mąż także miał być harcerzem, a ślub mieliśmy brać w harcerskich mundurach – takie były marzenia młodej druhenki. A wyszło jak wyszło;)

Z czasem zmieniały się moje funkcje w związku, zaczęło się od prowadzenia zastępu. Potem pomagałam prowadzić drużynę młodszoharcerską, aż wreszcie po pewnych zawirowaniach (jak to bywa w okresie nastoletniego buntu) trafiłam do nowej (ale bardzo starej) drużyny wędrowniczej, by po pewnym czasie przyjąć sznur drużynowej, co było dla mnie prawdziwym zaszczytem. Byliśmy specyficzni i niepokorni, ale jedyni w swoim rodzaju. Tfu! Do tej pory jesteśmy, mimo że większość nas nie miała na sobie munduru od ładnych kilku lat. Jak by na to nie patrzeć, nadal trzymamy się razem, i właśnie przyjaciele są najważniejszą rzeczą jaką otrzymałam od harcerstwa.

A żeby było dziś choć trochę “parentingowo” dodam co z harcerstwa przydaje się w macierzyństwie. Zacznę od tego, że mój repertuar, który mieści się raptem w trzech śpiewnikach, stanowczo zadowala moje dziecko. Piosenka “Jesteśmy jagódki” jeszcze nigdy nie spadła poniżej pierwszej trójki listy przebojów Młodej, a co jakiś czas wyciągam jej do zabawy moją ukochaną gitarę, która towarzyszyła mi na nie jednym biwaku czy obozie. Dla takiego maluszka to bardzo ciekawa odskocznia od niemowlęcych zabawek.  Ewka z olbrzymim zainteresowaniem bada struny, a na jej twarzy maluje się zachwyt, gdy przypadkiem uda jej się wydobyć jakiś dźwięk. Nie mogę się doczekać, aż pobawimy się w pląsy, zorganizuję jej w u babci w ogródku mini podchody, nie mówiąc już o tym jak ruszymy razem  na szlak. Wiem, że pokocha góry tak jak ja. Analizując, co jeszcze wyniosłam z ZHP, choć mam nadzieję, że nie nigdy się nie przyda, to podstawy pierwszej pomocy, zdobywane początkowo na zbiórkach z samarytanki, a następnie podczas kursów na Brązową Odznakę Ratownika Medycznego ZHP. Owszem, ukończyłam uczelnie medyczną, ale na prawdę porządną bazę, dla mojej wiedzy w tym zakresie zbudowała Harcerska Szkoła Ratownictwa. Rany, wszystko się tak na prawdę przydaje, i to nie tylko przy opiece nad dziećmi. Być harcerzem to sposób życia. Wytrwałe dążenie do stawianych celów, umiejętność rozwiązywania problemów, zorganizowanie, umiejętność pracy w grupie i mogłabym tak cały dzień wymieniać. Po prostu chcesz więcej, i potrafisz po to sięgnąć.

Zrzut ekranu 2015-02-22 o 00.44.09

Z Acią. Autor: Patryk Ptak

Fajnie widzieć, jak blogosfera pełna jest znajomych twarzy, które przewinęły się na tylu rajdach, zlotach, kursach. Ot taka Acia, która pisze o tym jak być szczęśliwym mimo tego, że się odstaje od społecznych ram. Czy pewna druhna, mama, ratowniczka, która pisze o tym jak dzieciaki ratują. A może, tym razem udacie się do Kuby i zobaczycie co gdzie w Kielcach warto zajrzeć i co zjeść.

Przesyłam Wam moje pozytywne myśli na ten wyjątkowy, braterski dzień – wraz z najlepszymi życzeniami i harcerskim pozdrowieniem . A Wszystkim znajomym harcerzom dziękuję za wspólną przygodę i piękne wspomnienia.

  • Nosiłam się z zamiarem napisania podobnych wspomnień, bo przecież to dzięki ZHP, dzięki ludziom których tam poznałam poszłam dalej ratowniczą ścieżką! Przeszukując komputer znalazłam zdjęcia z Twojego Kursu na Brązową Odznakę Ratownika ZHP. Swojego ratowniczego – ani jednego.