Zosia (nie) Samosia

Cicho tu ostatnio. Mam oczywiście milion wymówek, z jedną główną na czele – brakiem czasu, którego goni mój wewnętrzny leń.

Zdjęcie należy do vtdainfo

A tak na prawdę wina leży po stronie męża!  I to nie dlatego, że nas zostawił! Na 5 dni! SAME! Tylko dlatego, że nas rozpieścił. W końcu na wyjazd sama się zgodziłam, choć szczerze mówiąc nie przypominam sobie wcale tej rozmowy podczas której zapadła decyzja. Moje przerażenie rosło proporcjonalnie do zbliżającego się nieuchronnie terminu wyjazdu, a w głowie kumulowało się coraz więcej pytań:

  • Kto zrobi mi rano herbatkę i postawi na szafce nocnej, żebym mogła się napić zaraz po przebudzeniu?
  • Kto przyniesie mi Młodą do łóżeczka, żebyśmy mogły sobie raniutko jeszcze trochę poleżakować razem?
  • Kto umówi nas do lekarza gdyby była taka potrzeba?
  • Kto nam da buziaki na do widzenia jak będzie wychodził do pracy?
  • Kto będzie kontrolował, co i kiedy znalazło się w pieluszce, i dlaczego tak długo nie było kupki?
  • Kto nakarmi Ewunię obiadkiem po powrocie z pracy?
  • Kto wykąpie, nasmaruje, zapiżamkuje wieczorem?
  • Kto mi przyniesie szklankę wody, żebym miała w nocy co się napić jak będę karmić?
  • Kto mnie przytuli na dobranoc?
  • Kto mi posprawdza błędy w notce?
  • Kto poda smoczek/ pieluszkę/ Szumisia gdy znów postanowimy się usypiać w innym miejscu niż ostatnio?
  • Kto odkryje nową metodę usypiania, tak jak to było przy Enter Sandmanie Metalliki?
  • Kto każe mi się udać na drzemkę w ramach profilaktyki trybu zombie?
  • Kto pochwali, że pyszny obiad?
  • Kto mnie pocieszy, po dniu z serii “to na pewno ząbkowanie”?
  • Kto mi opowie co się dzieje na świecie, co w pracy i kto go wkurzył?
  • Kto posłucha o tym jaki trudny ząb do kanałowego się trafił?
Miękka jestem – tyle z tego wszystkiego wynika. Oczywiście, jak zepnę tyłek, to dam radę sama. Ale nie da się ukryć, że Jacek jest bardzo pomocny a ja dostaję ataku paniki na samą myśl o tym, że ma wyjechać na dłużej. No więc spakowałam siebie i Ewę, i pojechałam do rodziców. Biję pokłony dziewczynom, które same mierzą się z macierzyństwem, z tych czy z innych powodów. Dla spokoju w głowie, wystarczy mi sama świadomość, że w pokoju obok jest ktoś to zajrzy i zagadnie czy wszystko w porządku, poda napój lub jakąś zapomnianą pierdółkę. Macierzyństwo nauczyło mnie przyjmowania pomocy, ale również proszenia o nią. Wewnętrzna Zosia Samosia pojechała na przymusowy urlop, i prędko nie wróci.
Wszyscy wróciliśmy już do domu. A notka nie powstałaby, gdyby nie fakt, że teraz dzieckiem zajmuje się tatuś, a ja mam chwilkę, żeby przewietrzyć głowę.